Archiwum

Archiwum dla ‘Relacje z imprez’ Kategoria

Muni dziewczyny

Październik 3rd, 2011 Brak komentarzy

Zapraszam do obejrzenia przyjemnego filmiku z wycieczki Manueli i Patrycji po szwajcarskich górach.

Przy okazji możemy zobaczyć w akcji górskie wersje monocykli z serii QX oraz KH.

Wygląda, że dziewczyny miały ciekawe MUNI przygody.

Więcej znajdziecie na ich stronie www.einraduri.ch

 

Tagi:

Masa powstańcza

Sierpień 8th, 2011 Brak komentarzy

Masa Powstańcza już za nami. Ludzie biorący udział dostali po koszulce z wizerunkiem…

hmn według mnie 3 monocykli, choć projektantowi przyświecała inna idea. Jak ktoś ma pomysł jaka to może wpisać w komentarzach.

Oczywiście nie zabrakło jednokołowej reprezentacji. Thiv ratował się parasolką przed niespodziewanym deszczem. Poniżej kilka słów od niego.

Masa jak masa, tyle ze festynu duzo. jazda w masie gdzie rowery hamuja zeby omijac kaluze nie nalezy do bardzo przyjemnych

ale ogolnie pozytyw. reakcje ludzi z widowni były znikome – prawie nikt się pieszo nie poruszal po ulicach w taki deszcz

zreszta z jadacych tez sie na poczatku dosc duzo wykruszylo – na oko okolo 100 osob w ogole nie wyjechalo.

Szkoda, że nie było nas więcej…

… razem raźniej ;)

Więcej zdjęć znajdziecie w fotorelacji na stronie gazety wyborczej.

 

 

Tagi:

Warszawskie mono polowe

Sierpień 6th, 2011 Brak komentarzy

20110805-100843.jpg

Coraz częściej widuje monocykle na mieście. To miły widok. Ostatnio podpatrzyłem taką miłą siódemkę podróżujacą po warszawskim parku „Pole Mokotowskie”. Ekipa pojawiła się w ramach spotkań WOSK-u, czyli Warszawskich Otwartych Spotkań Kuglarskich w każdą środę i niedzielę.

Więcej o tych spotkaniach dowiecie się na stronie kuglarstwo.pl w wątku WOSK – Warszawskie Otwarte Spotkania Kuglarskie. Jak ktoś ma ochotę dołączyć z jednym kołem dwoma lub ot tak to ma szanse do października lub do pierwszych mrozów.

20110805-100829.jpg

Tagi:

uniPolo w Lublinie

Sierpień 4th, 2011 1 komentarz

Miałem okazję spędzić coś koło 2 godzin z kijem uganiając się na jednym kole za piłką. Muszę przyznać, że choć sport ten jest wyczerpujący, to sprawia olbrzymią frajdę. Zasady choć nie są takie proste to szybko można się ich nauczyć i wchodzą w krew.

Grę rozpoczyna wyścig liderów do piłki ułożonej na środku. Pozostali zawodnicy pozostają nieruchomo aż któryś z liderów dotknie piłki. Wtedy cała reszta może się ruszyć. Drużyny 2 lub 3 osobowe próbują wbić piłkę w bramkę przeciwników bez spadania z monocykli. Zawodnik, który spadnie przerywa grę i biegnie do jednego z dwóch dzwonów umieszczonych po bokach w części środkowej boiska. Dopiero po dotknięciu dzwona (nie musi być dzwon. Może być to plecak, szmata, tektura itd) może kontynuować grę. Wszystkie podania i wyprowadzenie strzałów wykonuje się przy pomocy specjalnych kijów zakończonych plastikową tubą. O ile podania między sobą można dokonywać dowolną częścią kija o tyle sam strzał na bramkę musi zostać wykonany częścią węższą. W innym przypadku nawet celny strzał częścią szerszą nie zostanie zaliczony. Po golu drużyna, która właśnie zdobyła punkt cofa się pod dwoją bramkę i pozostaje nieruchoma aż drużyna przeciwna przejdzie z piłką linie środkową. Nie wolno strzelać na bramkę bezpośrednio po wprowadzeniu piłki do gry. Powinno być przynajmniej jedno podanie. To chyba tyle zasad jakie spamiętałem. Jak ktoś ma wiedzę w temacie to proszę się odzywać i komentować. Może zrobimy jakieś mistrzostwa UniPolo czy hokeja. ;)

Tagi:

Po Festiwalu Jednokoło

Lipiec 19th, 2011 Brak komentarzy

Musiało trochę czasu upłynąć, żeby ochłonąć. Działo się i to nawet sporo. Pomimo mniejszej frekwencji niż rok temu, zabawy nie było wcale mniej.wyjazd do budowania toru
Czwartek:
Przyjechaliśmy na miejsce już w czwartek. W prawdzie wszelkie konkurencje miały zaczynać się dopiero dnia następnego, ale to przecież idealna okazja na spotkanie ze znajomymi, zapoznanie się z torem dzielnie budowanym przez naszego wspaniałego inż. Tormistrza kolczastego – Jeżyka. Prezentował się on wspaniale (tor, chociaż Jeżyk jak zwykle tryskający entuzjazmem też). Jeżyk dumnie oprowadzał nas dookoła zamku, pokazując kolejne skończone i prawie ukończone konstrukcje poukładane mniej więcej według trudności od najprostszych do najtrudniejszych. Pod koniec wśród nich znalazł się również złom samochodu. W fosie przygotowana została jeszcze jedna ciekawa trasa – niestety brakło nam czasu i pomysłów na wykorzystanie jej.
Tymczasem pod szkołą rozstawiały się nasze namioty i przybywało ludzi. Coraz częściej było widać monocykle na boisku. Szybko też rozpoczęła się spontaniczna impreza integracyjna.

Piątek:
skoki wzwyż
Pobudka jakoś rano. Którakolwiek by to nie była, niestety prysznic nadal nie działał, ale nie traciliśmy nadziei. Zaraz po śniadaniu niemal wszyscy wybyli na tor kończyć budowę. Tymczasem o 10:30 miały rozpocząć się pierwsze konkurencje. Szybko też pojawili się reporterzy z radia i telewizji, którzy trochę zdziwili się widząc poważne braki w monocyklistach (tych znajdujących się dalej na placu budowy – torze). Zawody ostatecznie zaczęliśmy ok 13.
Pierwszą konkurencją był speed trial. Tor udało się błyskawicznie rozstawić, zebrać sędziów, zawodników i od razu rozpocząć. Konkurencję, która okazała się chyba trudniejsza niż zwykle, wygrał Mateusz Dyrda z wynikiem 14,22 i pół sekundy za nim pojawił się Paweł Matys.
Dłużej już zajął skok wzwyż. Nie obyło się bez śmiechu, gdy Kaktus i Pajda wprowadzili własną konkurencję – skoki synchroniczne i pokonywali przeszkodę we 2 na raz. Ukłon w stronę początkujących pojawił się już przy drugiej palecie, zwiększając im wysokość o pół palety zamiast całej. Każdy przecież kiedyś się uczył, a taka konkurencja bardzo motywuje do działania.
Ostatecznie skończyliśmy na 7 palecie na którą wyskoczył jedynie Przemek „Citro” Chrobak.
Skoki w dal również dały wiele okazji do zabawy. Pierwsze odległości – mniej poważne, bo zaczynające się od 20cm, tym bardziej zaawansowanym dały pretekst do poćwiczenia rozmaitych trików. Przeskakiwanie w niestandardowy sposób było więc wyzwaniem dla zaawansowanych i atrakcją dla obserwujących. W okolicy 2m zrobiliśmy przerwę na obiad. Ciężko potem było się zebrać do kończenia konkurencji, toteż finały skoku w dal zostały przeniesione na później.
Podobnie stało się z flatland battle, gdyż nie dojechał główny zawodnik – Zachy. Jakoś popołudniu prysznic też zaczął działać, co łatwo było zaobserwować dzięki długiej kolejce. Atrakcją okazał się także przyjazd telewizji, która spędziła z nami ponad 2 godziny czasu, nie mogąc oderwać oczu własnych i kamery. Dali nam niepowtarzalną okazję przejażdżki telewizjobusem pod zamek, gdzie chcieli nakręcić kilka ujęć na torze i z powrotem do szkoły.
Wieczorna impreza w coraz większym gronie, przy popisach i zabawach uczestników, mijała bardzo miło. Godziny niepogody spędzaliśmy na świetlicy grając w karty albo w piłkarzyki. Zazwyczaj wersje mocno urozmaicone.
Piotrek skacze po złomowanej przeszkodzie
sobota:
Zawody trialowe mają się zacząć a tu burza idzie! Szybkie przekładanie umówionych reporterów, plany awaryjne, nerwowe zerkanie w kierunku namiotów, które już poprzedniej nocy miewały problemy z pozostaniem w miejscu…
Na szczęście długo nie lało. Na miejscu jednak trzeba było jeszcze szybko oznaczyć przeszkody, odprawić sędziów, których na początku było o dziwo więcej chętnych niż w momencie docierania do przeszkód bardziej zaawansowanych…
START! 5 min później STOP! Przerwa z powodu deszczu! Nie wiem co było mniej przyjemne – komary w zeszłym roku, czy ciągle wiszący nad nami deszcz w tym roku. Ostatecznie przeszkody powycierane, albo same wyschły i kontynuujemy zawody. Pojawiło się też trochę kibiców. Konstrukcje okazały się tym razem dość odporne na zawodników, no… poza jedną rurką, która nagle pękła, oraz pojedynczymi paletami, które natychmiast były podmieniane na inne. Tym razem też znalazły się ze 2 albo 3 przeszkody, które nie dały się pokonać.
Zawodnicy zadowoleni ruszyli szturmem zdobywać prysznic oraz stołówkę.
Poranna burza trochę nam przesunęła cały grafik. Późnym popołudniem mało zostało chętnych na wycieczkę, ale za to wszyscy się znów chętnie integrowali na boisku i w szkole.

niedziela:
Został ostatni dzień na nadrabianie zaległych konkurencji. Finały skoku w dal, który ostatecznie wygrał Łukasz „Kaktus” Grynda. Flatland battle, do którego zgłosiło się aż 9 zawodników, wygrał oczywiście Zachy, za to było przy tym wszystkim wiele radości.
Zapasy, jak zwykle prowadzone przez Eryka wygrał Arek Bieniek. Dosyć zabawną konkurencją okazał się Slow race, czyli kto ostatni ten wygrywa, przy czym nie wolno się zatrzymywać, podtrzymywać, skakać ani cofać. Najwolniejszym zawodnikiem okazał się Zachy.
Po wspólnym obiedzie rozjechali się wszyscy do domów, by przeglądać ogromne ilości zdjęć i materiałów filmowych.

oto materiał od Vookiego:

oraz garść zdjęć od Grace

Tagi:

Jedno koło festiwal – trial

Lipiec 15th, 2011 Brak komentarzy

Oto krótka relacja z części trialowej festiwalu Jedno Koło jaki odbył się w tym roku w Chrzelicach pod Opolem

Festiwal Jedno Koło Chrzelice 2011 from Makary on Vimeo.

Tagi:

Wyprawa Maćka po Islandii

Wrzesień 1st, 2010 4 comments

Trudno mi napisać coś nowego o uroku Islandii. Widoki są właśnie takie, jak na zdjęciach w folderach reklamowych i przewodnikach. Piękne. Ściągają do tej cudownej krainy „sakwiarze” z całego świata i trudno się dziwić, bo warunki do jazdy rowerem są wymarzone. Mały ruch, duże niezagospodarowane przestrzenie, głównie szutrowe drogi, piękna przyroda, wulkany, wodospady itp. Dlatego właśnie postanowiłem spróbować przemierzyć Islandię na monocyklu. Wyjeżdżając nie wiedziałem, czy będę się poruszał ‘cywilizowaną’, asfaltową drogą dookoła zwaną ringroad, czy uda mi się przedostać przez osławiony środek wyspy- tzw. interior.
Na miejscu okazało się, że obrosły legendami interior nie jest aż tak niedostępny, zwłaszcza, że trafiłem na najcieplejsze lato dekady. Dzięki uprzejmości pogody udało mi się w miarę bez problemów przejechać z Keflaviku przez Grindavik, Strandakirja, Selfoss, Holaskogur, Geisir, Gulfoss, Landmannalaugar, Sprengisandur do Akureyri i jeszcze dalej przez Myvatn do Asbyrgi. Łącznie przejechałem ponad 750 km na mono z tego w większości po drogach szutrowych, a gdzieniegdzie po tzw. jeep trackach, czyli po prostu po śladach dżipa przez żwirowe pagórki.
Dziennie jeździłem średnio po 60km, z rekordowym dystansem dziennym ok 100km pierwszego dnia.
Nie byłem, jak się okazało, pierwszym mono-turystą na Islandii. Napotkani ludzie opowiedzieli mi o poprzednich… Wcześniej w tym roku pewien Japończyk w 2 miesiące okrążył wyspę drogą ringroad, a pewien Niemiec o imieniu Florian jeździł też szlakami przez wnętrze wyspy. Po wpisaniu w wyszukiwarkę „unicycling in Iceland” można natrafić na info o obydwu. Prawdopodobnie jako pierwszy przejechałem jednak z południa na północ drogą przez Sprengisandur (Florian pisze na stronie qu-axa, że nie mógł tego zrobić, ponieważ wtedy jeszcze leżały resztki śniegu i poziom rzek był za wysoki).

Nie ma chyba sensu opisywać całej podróży dzień po dniu. Zwykle wstawałem, gdy słońce trochę podgrzało powietrze i można było bez przykrości wypełznąć ze śpiwora. Zwijałem namiot, jadłem śniadanie, celebrowałem picie kawy i oglądanie mapy, a następnie, z ociąganiem, ruszałem w drogę. Na campingach często wypytywałem rowerzystów o stan dróg itp. Głównie po to, żeby nie zapomnieć ludzkiej mowy:). Zwykle nie używałem zegarka. Nie było się gdzie śpieszyć: jasno, na tyle żeby spokojnie jechać było do ok 23. Przemieszczałem się zwykle co najmniej do 21, systematycznie, ale powoli, z licznymi krótkimi przerwami. Regularne przerwy są (jak dla mnie) konieczne, ze względu na dyskomfort powodowany przez siodełko. Nie zsiąść przez dłużej niż 10-15km to już zakrawa na masochizm:) Bardzo polubiłem trudniejsze szutrowe, kamieniste drogi ponieważ jazda po nich jest urozmaicona- trzeba balansować, omijać przeszkody, stawać na pedałach, uważać na zjazdach, prowadzić na ostrzejszych podjazdach… to wszystko sprawia, że jedzie się ciekawie. Poza tym, te drogi prowadzą przez najpiękniejsze krajobrazy, jakie umiem sobie wyobrazić. Na asfalcie monotonny rytm pedałowania jest strasznie męczący dla kolan i siedzenia.

Najpoważniejsze przeszkody na jakie napotkałem to wiatr i rzeki do przejścia w bród. Tak już zaznaczyłem we wstępie, miałem niesamowite szczęście jeśli chodzi o pogodę. Padało mało i nigdy dwa dni z rzędu, nie miałem więc problemu z wysuszeniem mokrych rzeczy. Od wiatru na Islandii nie ma ucieczki. Kilka odcinków przejechanych pod wiatr (wiadomo- w plecy nigdy nie wieje:) dało mi nieźle w kość. Niesamowite, jak jazda z wiatrem w twarz wysysa siły. Ale w tej kwestii też miałem szczęście: nie wiało tak, żeby nie dało się jechać. A krążą legendy o wiatrach, które potrafią rower z sakwami porwać i fiknąć nim koziołka. Na drogach przez interior występują liczne rzeki i znacznie mniej liczne mosty. Trzeba więc umoczyć nogi i zacisnąć zęby bo woda płynąca z lodowca do ciepłych nie należy. Poziom wody jest bardzo zależny od pogody. Mnie ciężkie przeprawy ominęły- najgłębiej zamoczyłem się nieco powyżej kolan.

Dość często zdarzało się, że ludzie zatrzymywali samochody i zagadywali, a jeszcze częściej po prostu pstrykali zdjęcia i jechali dalej. Bywali też bardziej troskliwi, którzy pytali czy mnie nie podwieźć. Nieliczni wpadali na pomysł, żeby mnie poczęstować jedzeniem, duże brawa dla nich:). Jedzenie było bowiem towarem niezwykle pożądanym- przy takim wysiłku mogłem wchłonąć dowolną ilość, a sklepy są rzadkością . Nigdy nie sądziłem, że zakupy w spożywczaku mogą być tak wielką frajdą:)

Właściwie cała trasa była przepiękna, warto jednak wiedzieć, że miejsca takie jak Gulfoss czy Geisir są oblegane przez turystów. Nawet na niektórych drogach przez interior całkiem sporo ludzi przemieszcza się samochodami z napędem na cztery koła w celach turystycznych. To akurat dobrze, bo w razie wypadku jest spora szansa, że prędzej czy później ktoś nadjedzie. Mimo tego, były takie odcinki, że widziałem 1-2 samochody w ciągu całej doby.
Co do trudności tras przez interior, to drogi są generalnie przejezdne na monocyklu przy dobrej pogodzie. Oczywiście zdarza się dość często, że trzeba pchać pod górę, ale w skali całej trasy po drogach bocznych jechałem przez ok 70-80% czasu. Przy złej pogodzie bywa kiepsko nawet z chodzeniem:)
Problemem jest konieczność wożenia ze sobą jedzenia: np od Landmannalaugar do Akureyri nie można nic kupić przez jakieś 250km! Wody na szczęście jest zwykle pod dostatkiem- radziłem sobie mając jeden bidon 0,6l, z tym, że zdarzyło mi się dwa razy pić dość mętną wodę z rzek lodowcowych.

Z północy Islandii wróciłem na lotnisko autobusami i stopem. Autobusów nie polecam ze względu na wysokie ceny. Stop jest dośc rozpowszechniony, ze względu na małą ilośc połączeń autobusowych. Generalnie nie ma problemu, tylko ruch jest mały, więc czasami można dłużej poczekać:)

Teraz kilka słów o sprzęcie, bo takie padły pytania na forum.

Monocykl:
Nimbus 29 z korbami Krisa 125/150 i oponą Continental Mountain King 2,2 i koszykiem na bidon z obejmą.Oczywiście z hamulcem.
Jezdźiłem głównie na korbach 125, bo korby 150 używane na długich dystansach powodują poważny ból kolan.
Ciekawostką jest fakt, że jechałem na siodełku Nimbus Gel. Kris Holm Freeride mi nie leży- jest za szeroki po środku, a siodełko powietrzne mam we wstępnej fazie testów, więc nie mogłem ryzykować.
Opona świetnie się sprawdza do tego typu zastosowań (cross country, tour, jazda po mieście), bo ma znacznie mniejsze opory toczenia niż Kenda. Jest jednak znacznie węższa, ma mniejsze klocki i słabszą przyczepność na mokrym lub sypkim podłożu -do prawdziwego ‘Muni’ Kenda wygrywa.

Plecak 40l a w nim (lub na nim):
-Sprzęt campingowy:
namiot 1,3 kg, śpiwór puchowy 0,7kg, alumata, kuchenka gaz, dwa kubki metalowe 0,7 i 0,5 z przykrywką, scyzoryk, igła nitka, latarka czołówka, 2 zapalniczki
-Komplet kluczy, dętka, 2 zapasowe szprychy, lampka czerwona rowerowa
-Ubrania: kurtka i spodnie z membraną, lekki widstoper kurtka, spodenki kolarskie długie, bokserki kolarskie, 2x długi rękaw oddychający, 3xshirt, długie spodnie turystyczne, krótkie spodnie turystyczne, bielizna zwykła, 3xskarpetki, zestaw bielizny termoaktywnej do spania, bluza polar, sandały.
-Higiena: mydło, pasta i szczotka do zębów, golarka jedorazówka, plastry, bandaż, gaziki odkażające, aspiryna, mokre chusteczki, krem do siedzenia
-Jedzenie: pudełko plastikowe 20x30x6cm pełne jedzenia w proszku: owsianka, rodzynki, ziemniaki puree, warzywa suszone, kuskus, chinole… potem skład się zmieniał w zależności od dostępnych produktów. Do tego co mi wpadło w rękę: zwykle chleb i masło orzechowe, ciastka i czekolada.

Właściwie nie miałem niepotrzebnych rzeczy. Jedynie czerwona lampka rowerowa nie była potrzebna, bo do 11- 12 w nocy było jasno, a ruch na drogach minimalny. Mógłbym wyrzucić coś z ubrań, ale to tylko dla tego, że pogoda była zaskakująco dobra. Gdybym miał mniej szczęścia, mógłbym nieźle zmarznąć z tym co miałem. Średnia temperatura latem to 12 stopni.

Warto zwrócić uwagę na: sandały, mokre chusteczki, krem do siedzenia. Sandały lub trampki są potrzebne do brodzenia przez rzeki. Na bosaka byłoby to ekstremalnie niewygodne. Mokre chusteczki są niezastąpione gdy nie ma wody żeby się umyć, albo jest na to za zimno. Krem do siedzenia….pomaga:). Nie ma sensu wybierać się na Islandię bez namiotu. Miejsc do spania pod dachem jest niewiele i są drogie.

To by było tyle, w wielkim skrócie.
Zapraszam do oglądania zdjęć:
http://picasaweb.google.pl/pandzagu/Islandia?authkey=Gv1sRgCOOywOyhyaG7eg#

Maciej Jagielak

Tagi:

Wyniki konkurencji

Czerwiec 29th, 2010 8 comments

W Festiwalu wzięło udział 125 monocyklistów. Reprezentanci zagraniczni: Niemcy, Czesi, Słowacy i Francuzi.

Liczba uczestników: 125 osób (kobiety ? 43, mężczyźni ? 82)

Średnia wieku uczestników: 20,5

Liczba osób, które zapisały się do szkółki dla początkujących: 20

Reprezentanci zagraniczni:

Francja ? 3

Niemcy ? 6, plus 6 osobowa grupa monocyklistów z wymiany młodzieży niemieckiej

Czechy ? 3

Słowacja ? 3

Wyniki poszczególnych konkurencji

SLALOM – 25.06.2010 ? WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO UZYSKANY CZAS
1 STEPHAN KOBER GERMANY 21.81 sek.
2 Arkadiusz Bieniek POLAND 23.19 sek.
3 DENIS BIENIEK POLAND 24.59 sek.
Łączna liczba startujących: 39
SPEED TRIAL – 25.06.2010 ? WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO UZYSKANY CZAS
1 MATEUSZ DYRDA POLAND 0.12 sek.
Ex equo 2 MICHAL BILEK CZECH REPUBLIC 0.13 sek.
JAKUB RULF CZECH REPUBLIC 0.13 sek.
PRZEMYSŁAW CHROBAK POLAND 0.13 sek.
Łączna liczba startujących: 26
TRIAL – 25.06.2010 ? WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO LICZBA POKONANYCH SEKCJI (MAX. 57)
1 CABOT MAXIME FRANCE 56
2 ADAM KRUPA SLOVAKIA 43
3 ARTHUR CARON FRANCE 42
Łączna liczba startujących: 44
ZAPASY – 26.06.2010 – WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO
1 MICHAŁ OFIERA POLAND (Chrzelice)
2 KOHEI MIZUNO POLAND (Żywiec)
3 ARKADIUSZ BIENIEK POLAND (Chrzelice)
Łączna liczba startujących: 39
SKOK W ZWYŻ – 26.06.2010 – WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO UZYSKANY WYNIK
1 ARTHUR CARON FRANCE 102 cm
2 PRZEMEK CHROBAK POLAND 99 cm
3 CABOT MAXIME FRANCE 90 cm
Łączna liczba startujących: 25
SKOK W DAL – 26.06.2010 – WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO UZYSKANY WYNIK
1 ARTHUR CARON FRANCE 250 cm
2 ADAM KRUPA SLOVAKIA 245 cm
3 TIM RIVET FRANCE 220 cm
MUNI – 27.06.2010 ? WYNIKI
MIEJSCE IMIĘ I NAZWISKO
1 Jakub Rulf CZECH REPUBLIC
2 STEPHAN KOBER GERMANY
3 MICHAŁ SŁAWIŃSKI POLAND

PAGE

Zapraszam na stronę: http://jednokolo.pl/festival/?wyniki,36

Tagi:

Fotki z festiwalu

Czerwiec 29th, 2010 Brak komentarzy
Tagi:

Chrzelice przygotowania do zawodów ciąg dalszy

Czerwiec 23rd, 2010 Brak komentarzy

Ciąg dalszy przygotowań do Festiwalu Jedno Koło Chrzelice 2010

Już widać pierwsze przeszkody dla bardziej zaawansowanych. Każdego dnia teren się zmienia zatem to co widzicie będzie jeszcze inne w piątek i w sobote ;)

Tagi: