Archiwum

Archiwum dla ‘Przygoda’ Kategoria

Pozdrowienia z Helu

Sierpień 9th, 2011 Brak komentarzy

Monocykle są wszędzie. W mieście, na wsi, w polu, w lesie, w górach i nad jeziorami. Morze nie jest tu wyjątkowe. Plaże zostały zdobyte. Z Helu pozdrowienia śle ekipa mono odkrywców: Bliźniacy i Mono Cytrynka.

A wy gdzie zabraliście swoje mono na wakacje? Przesyłajcie zdjęcia na nasz adres mailowy:

przygoda@jednokolo.pl

Mono wyprawa na hel

Tagi:, ,

Wyprawa Maćka po Islandii

Wrzesień 1st, 2010 4 comments

Trudno mi napisać coś nowego o uroku Islandii. Widoki są właśnie takie, jak na zdjęciach w folderach reklamowych i przewodnikach. Piękne. Ściągają do tej cudownej krainy „sakwiarze” z całego świata i trudno się dziwić, bo warunki do jazdy rowerem są wymarzone. Mały ruch, duże niezagospodarowane przestrzenie, głównie szutrowe drogi, piękna przyroda, wulkany, wodospady itp. Dlatego właśnie postanowiłem spróbować przemierzyć Islandię na monocyklu. Wyjeżdżając nie wiedziałem, czy będę się poruszał ‘cywilizowaną’, asfaltową drogą dookoła zwaną ringroad, czy uda mi się przedostać przez osławiony środek wyspy- tzw. interior.
Na miejscu okazało się, że obrosły legendami interior nie jest aż tak niedostępny, zwłaszcza, że trafiłem na najcieplejsze lato dekady. Dzięki uprzejmości pogody udało mi się w miarę bez problemów przejechać z Keflaviku przez Grindavik, Strandakirja, Selfoss, Holaskogur, Geisir, Gulfoss, Landmannalaugar, Sprengisandur do Akureyri i jeszcze dalej przez Myvatn do Asbyrgi. Łącznie przejechałem ponad 750 km na mono z tego w większości po drogach szutrowych, a gdzieniegdzie po tzw. jeep trackach, czyli po prostu po śladach dżipa przez żwirowe pagórki.
Dziennie jeździłem średnio po 60km, z rekordowym dystansem dziennym ok 100km pierwszego dnia.
Nie byłem, jak się okazało, pierwszym mono-turystą na Islandii. Napotkani ludzie opowiedzieli mi o poprzednich… Wcześniej w tym roku pewien Japończyk w 2 miesiące okrążył wyspę drogą ringroad, a pewien Niemiec o imieniu Florian jeździł też szlakami przez wnętrze wyspy. Po wpisaniu w wyszukiwarkę „unicycling in Iceland” można natrafić na info o obydwu. Prawdopodobnie jako pierwszy przejechałem jednak z południa na północ drogą przez Sprengisandur (Florian pisze na stronie qu-axa, że nie mógł tego zrobić, ponieważ wtedy jeszcze leżały resztki śniegu i poziom rzek był za wysoki).

Nie ma chyba sensu opisywać całej podróży dzień po dniu. Zwykle wstawałem, gdy słońce trochę podgrzało powietrze i można było bez przykrości wypełznąć ze śpiwora. Zwijałem namiot, jadłem śniadanie, celebrowałem picie kawy i oglądanie mapy, a następnie, z ociąganiem, ruszałem w drogę. Na campingach często wypytywałem rowerzystów o stan dróg itp. Głównie po to, żeby nie zapomnieć ludzkiej mowy:). Zwykle nie używałem zegarka. Nie było się gdzie śpieszyć: jasno, na tyle żeby spokojnie jechać było do ok 23. Przemieszczałem się zwykle co najmniej do 21, systematycznie, ale powoli, z licznymi krótkimi przerwami. Regularne przerwy są (jak dla mnie) konieczne, ze względu na dyskomfort powodowany przez siodełko. Nie zsiąść przez dłużej niż 10-15km to już zakrawa na masochizm:) Bardzo polubiłem trudniejsze szutrowe, kamieniste drogi ponieważ jazda po nich jest urozmaicona- trzeba balansować, omijać przeszkody, stawać na pedałach, uważać na zjazdach, prowadzić na ostrzejszych podjazdach… to wszystko sprawia, że jedzie się ciekawie. Poza tym, te drogi prowadzą przez najpiękniejsze krajobrazy, jakie umiem sobie wyobrazić. Na asfalcie monotonny rytm pedałowania jest strasznie męczący dla kolan i siedzenia.

Najpoważniejsze przeszkody na jakie napotkałem to wiatr i rzeki do przejścia w bród. Tak już zaznaczyłem we wstępie, miałem niesamowite szczęście jeśli chodzi o pogodę. Padało mało i nigdy dwa dni z rzędu, nie miałem więc problemu z wysuszeniem mokrych rzeczy. Od wiatru na Islandii nie ma ucieczki. Kilka odcinków przejechanych pod wiatr (wiadomo- w plecy nigdy nie wieje:) dało mi nieźle w kość. Niesamowite, jak jazda z wiatrem w twarz wysysa siły. Ale w tej kwestii też miałem szczęście: nie wiało tak, żeby nie dało się jechać. A krążą legendy o wiatrach, które potrafią rower z sakwami porwać i fiknąć nim koziołka. Na drogach przez interior występują liczne rzeki i znacznie mniej liczne mosty. Trzeba więc umoczyć nogi i zacisnąć zęby bo woda płynąca z lodowca do ciepłych nie należy. Poziom wody jest bardzo zależny od pogody. Mnie ciężkie przeprawy ominęły- najgłębiej zamoczyłem się nieco powyżej kolan.

Dość często zdarzało się, że ludzie zatrzymywali samochody i zagadywali, a jeszcze częściej po prostu pstrykali zdjęcia i jechali dalej. Bywali też bardziej troskliwi, którzy pytali czy mnie nie podwieźć. Nieliczni wpadali na pomysł, żeby mnie poczęstować jedzeniem, duże brawa dla nich:). Jedzenie było bowiem towarem niezwykle pożądanym- przy takim wysiłku mogłem wchłonąć dowolną ilość, a sklepy są rzadkością . Nigdy nie sądziłem, że zakupy w spożywczaku mogą być tak wielką frajdą:)

Właściwie cała trasa była przepiękna, warto jednak wiedzieć, że miejsca takie jak Gulfoss czy Geisir są oblegane przez turystów. Nawet na niektórych drogach przez interior całkiem sporo ludzi przemieszcza się samochodami z napędem na cztery koła w celach turystycznych. To akurat dobrze, bo w razie wypadku jest spora szansa, że prędzej czy później ktoś nadjedzie. Mimo tego, były takie odcinki, że widziałem 1-2 samochody w ciągu całej doby.
Co do trudności tras przez interior, to drogi są generalnie przejezdne na monocyklu przy dobrej pogodzie. Oczywiście zdarza się dość często, że trzeba pchać pod górę, ale w skali całej trasy po drogach bocznych jechałem przez ok 70-80% czasu. Przy złej pogodzie bywa kiepsko nawet z chodzeniem:)
Problemem jest konieczność wożenia ze sobą jedzenia: np od Landmannalaugar do Akureyri nie można nic kupić przez jakieś 250km! Wody na szczęście jest zwykle pod dostatkiem- radziłem sobie mając jeden bidon 0,6l, z tym, że zdarzyło mi się dwa razy pić dość mętną wodę z rzek lodowcowych.

Z północy Islandii wróciłem na lotnisko autobusami i stopem. Autobusów nie polecam ze względu na wysokie ceny. Stop jest dośc rozpowszechniony, ze względu na małą ilośc połączeń autobusowych. Generalnie nie ma problemu, tylko ruch jest mały, więc czasami można dłużej poczekać:)

Teraz kilka słów o sprzęcie, bo takie padły pytania na forum.

Monocykl:
Nimbus 29 z korbami Krisa 125/150 i oponą Continental Mountain King 2,2 i koszykiem na bidon z obejmą.Oczywiście z hamulcem.
Jezdźiłem głównie na korbach 125, bo korby 150 używane na długich dystansach powodują poważny ból kolan.
Ciekawostką jest fakt, że jechałem na siodełku Nimbus Gel. Kris Holm Freeride mi nie leży- jest za szeroki po środku, a siodełko powietrzne mam we wstępnej fazie testów, więc nie mogłem ryzykować.
Opona świetnie się sprawdza do tego typu zastosowań (cross country, tour, jazda po mieście), bo ma znacznie mniejsze opory toczenia niż Kenda. Jest jednak znacznie węższa, ma mniejsze klocki i słabszą przyczepność na mokrym lub sypkim podłożu -do prawdziwego ‘Muni’ Kenda wygrywa.

Plecak 40l a w nim (lub na nim):
-Sprzęt campingowy:
namiot 1,3 kg, śpiwór puchowy 0,7kg, alumata, kuchenka gaz, dwa kubki metalowe 0,7 i 0,5 z przykrywką, scyzoryk, igła nitka, latarka czołówka, 2 zapalniczki
-Komplet kluczy, dętka, 2 zapasowe szprychy, lampka czerwona rowerowa
-Ubrania: kurtka i spodnie z membraną, lekki widstoper kurtka, spodenki kolarskie długie, bokserki kolarskie, 2x długi rękaw oddychający, 3xshirt, długie spodnie turystyczne, krótkie spodnie turystyczne, bielizna zwykła, 3xskarpetki, zestaw bielizny termoaktywnej do spania, bluza polar, sandały.
-Higiena: mydło, pasta i szczotka do zębów, golarka jedorazówka, plastry, bandaż, gaziki odkażające, aspiryna, mokre chusteczki, krem do siedzenia
-Jedzenie: pudełko plastikowe 20x30x6cm pełne jedzenia w proszku: owsianka, rodzynki, ziemniaki puree, warzywa suszone, kuskus, chinole… potem skład się zmieniał w zależności od dostępnych produktów. Do tego co mi wpadło w rękę: zwykle chleb i masło orzechowe, ciastka i czekolada.

Właściwie nie miałem niepotrzebnych rzeczy. Jedynie czerwona lampka rowerowa nie była potrzebna, bo do 11- 12 w nocy było jasno, a ruch na drogach minimalny. Mógłbym wyrzucić coś z ubrań, ale to tylko dla tego, że pogoda była zaskakująco dobra. Gdybym miał mniej szczęścia, mógłbym nieźle zmarznąć z tym co miałem. Średnia temperatura latem to 12 stopni.

Warto zwrócić uwagę na: sandały, mokre chusteczki, krem do siedzenia. Sandały lub trampki są potrzebne do brodzenia przez rzeki. Na bosaka byłoby to ekstremalnie niewygodne. Mokre chusteczki są niezastąpione gdy nie ma wody żeby się umyć, albo jest na to za zimno. Krem do siedzenia….pomaga:). Nie ma sensu wybierać się na Islandię bez namiotu. Miejsc do spania pod dachem jest niewiele i są drogie.

To by było tyle, w wielkim skrócie.
Zapraszam do oglądania zdjęć:
http://picasaweb.google.pl/pandzagu/Islandia?authkey=Gv1sRgCOOywOyhyaG7eg#

Maciej Jagielak

Tagi:

Brawo Andrzej! Monocyklem przez Polskę.

Maj 20th, 2010 Brak komentarzy

Wczoraj przejeżdzając przez jeden z nielicznych stolicznych mostów mignęło mi kółko i broda. Nowa postać wcześniej nieznana. Musiałem to sprawdzić i tak też zrobiłem. Andrzej, wiekowo w pełni dojżały, z imponującą brodą przygotowuje się do wielkiej wyprawy. Chce przemierzyć Polske na monocyklu. Na początek z Warszawy przez Częstochowe do Krakowa a później do Gdańska. W między czasie kilka mniejszych wycieczek ale ta do Gdańska jest najważniejsza bo chodzi o zakład. Raz kolega mu dogadał, żeby sobie zajżał w metryczkę i zachowywał się jak na wiekowo dojżałego przystało. Andrzej pod wpływem emocji odszczekał coś w stylu, że metryczka nie przeszkadza by robić to na co ma się ochotę i że mógłby na jednym kole dojechać nad morze. Zakład został zawarty! Andrzej kupił monocykl i rozpoczął naukę ujeżdzania tej dzikiej bestii. W momencie jak go spotkałem, od 3 miesięcy jeździł i na liczniku miał już około 800 km. Dodam, że Andrzej nie ułatwia sobie życia i trenuje na małym kole 20 cali z wysoką ramą od monocykla 26. Posiada licznik, dzwonek, oświetlenie, czyli to co jest potrzebne do poruszania się po drogach. Brawo Andrzej i powodzenia w wyprawie.

Tagi:

Murowana Goślina (okolice Poznania) – Powerade MTB Marathon 2010

Styczeń 31st, 2010 7 comments

data:  18.04.2010

„Wielkopolska pobudka rowerowa. Wielkopolska edycja Powerade MTB Maraton przeprowadzona będzie po raz szósty. Z racji łatwej i szybkiej trasy rozgrywana jest na początku sezonu, na duktach Puszczy Zielonka. Jest to idealne miejsce na rozpoczęcie przygody z kolarstwem, na poczucie specyficznej atmosfery zarezerwowanej głównie dla ?zakręconych? pasjonatów dwóch kółek.”

dwóch kółek??? ja zapraszam wszystkich jednokołowych do udziału w imprezie



„Niewymagająca trasa i jej lokalizacja jest jak najbardziej właściwa, a to głównie za sprawą zimowej przerwy, osłabiającej kolarskie morale nie jednego doświadczonego bikera. Działając zgodnie z kolarską zasadą ?lepiej małą łyżeczką, niż dużą chochlą? będziemy powoli budzić z zimowego snu wszystkich tych, którzy nieco zapomnieli o kręceniu. Ze względu na niepewne warunki atmosferyczne panujące na południu naszego kraju, stosujemy sprawdzoną od lat formułę odpowiedniego rozpoczęcia sezonu, gdzie elementem dominującym będzie przejechany dystans, a nie pokonane przewyższenia.”

Start: 10.00 / 11.00 / 11.00
Dystans: 106 km / 68 km / 37 km
Przewyższenia 796 m / 717 m / 376 m
Bufety: 4 / 2 / 1
Najwyższy punkt: 143 m npm (Dziewicza Góra)

Trudność (1 – 6): 1 myślę, że to w sam raz dla monocykli

Więcej informacji zamieszczę gdy skontaktuję się z organizatorami w sprawie naszego ewentualnego startu. Od razu mówię, że żeby wystartować jako zawodnik trzeba zapłacić chyba jakieś 50zł, ale myślę że możemy tę trasę zrobić w swoim tempie poza  konkurencją (chodzi mi o trasę 37km). Ja startuję na Kh24 i to raczej najmniejszy rozmiar jaki wchodzi w grę. Na razie rzucam temat i zobaczymy jaki będzie odzew.

lokalizacja w google maps

temat  na kuglarstwie – jak ktoś chętny to niech pisze

teksty ze strony organizatora http://mtbmaraton.pl/

Tagi:

Śmierć pierwszego muni

Styczeń 18th, 2010 Brak komentarzy

munidrive.jpgPierwszy monocykl górski o jakim słyszałem należał do Tomka Bonczarowskiego (tomek_muni) z Krakowa. W 2004 roku sport ten nie był jeszcze tak popularny w świecie a w Polsce już zupełnie. Tomek musiał być wielkim i zdeterminowanym zapaleńcem ściągając sprzęt z najwyższej półki w momencie gdy nie potrafił jeździć. Co więcej w tym czasie nie znał nikogo, kto by mógł go tej umiejętności nauczyć, a wymażył sobie nie jakąś tam jazdę po sali gimnastycznej, tylko wyprawę górską na jednym kole. Pomysł ten także i dziś wydaje mi się szalony ale podziwiam Tomka, bo dopiął swego.

munitomek.jpgTo właśnie on zainspirował mnie do jazdy w terenie, ukierunkował i nauczył wielu bardzo ważnych rzeczy. Od jakiegoś czasu już nie jeździł ale kontakt dalej utrzymujemy. Ostatnio zadzwonił do mnie i oznajmił, że babcia robiła porzadki w magazynku i wywaliła jej zdaniem niepotrzebne elementy na złom. W śród tych elementów była słynna rama KH 2004. Tak oto skończył pierwszy w Polsce monocykl górski. Smutna historia prawda?

Zainteresowanych zapraszam na stronę Tomka Muni

Tagi:

Na jednym kółku przez Warszawę

Październik 18th, 2009 Brak komentarzy

 

friko w tvn

Wiek: 26 lat. Wykształcenie: wyższe. Cechy charakterystyczne ? po Warszawie porusza się głównie monocyklem. „Frik”, czyli Artur Zduniuk od roku jeździ po stolicy na jednym kółku.

Można go spotkać głównie w centrum, gdzie uprawia uliczny slalom między ludźmi. – Jeździ na tym swoim mono z kamerą i filmuje ludzi, ulice. Podoba mi się w nim to, że zajmuje się rzeczami mało popularnymi, że szuka zajawek – opowiada Jakub Gładkowski, kolega „Frika”.

 Więcej możecie poczytać na blogu Frika.

„Frik” jeździ po stolicy na monocyklu fot. TVN Warszawa

 

Tagi:

Trial w Lublinie – Groniu

Czerwiec 22nd, 2009 6 comments

Oto następna osoba, którą udało mi się czas jakiś temu dorwać i nakręcić. Groniu znany jest z zamiłowania do trialu i niebywałego balansu. Bardzo miło wspominam nasz wspólny trening. Filmik z serii „Razerm Raźniej” lecz troszkę w innym klimacie od pozostałych. Zresztą co ja będę zanudzał zobaczcie sami. Czekam na komentarze ;)

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=gNthautgeuI]

Tagi:

Muzzy z Krakowa -wspomnienie śniegu

Maj 11th, 2009 Brak komentarzy

Trochę mi przeleżał filmik z wyprawy do Krakowa, za co przepraszam. Muzzy to świeżo upieczony monocyklista. Ma już swoje lata ale wcale nie spoważniał. Ciągle się śmieje i robi szaleństwa, które szokują znajomych. Zachęcam do obejżenia poniższego materiału. Przy okazji zobaczycie parę fajnych miejscówek na mono w mieście smoka.

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=5m1pFff4LEM]

Tagi:

CMTW w Choceniu

Maj 4th, 2009 Brak komentarzy

Już trochę czasu minęło od zawodów w czeskim Choceniu ale wypadałoby coś napisać.

W piękny piątkowy poranek ruszyliśmy wraz z Aniołem (na foto) pociągiem jak najbliżej granicy, żeby z tamtąd jakoś przedostać się do Chocenia. Po drodze dołączył do nas Michał, a właściwie dogonił nas pośpiesznym. Po dotarciu do Kudowy Zdr.  wsiedliśmy na monocykle i przejechaliśmy granicę. Po drugiej stronie okazało się, że tory są remontowane i musimy sobie poradzić jakoś inaczej. Język czeski tak jak w zeszłym roku okazał się zbyt trudny do pojęcia. W końcu znaleźliśmy jakiś autobus (chyba darmowy bo nikt o nic nie pytał:)), a później pociąg i znów przesiadka w pociąg i jesteśmy na miejscu. Tak sobie jedziemy przez choceń szukając jakichś śladów imprezy monocyklowej, a tu zamiast imprezy spotkaliśmy Citra z Dyrdą. Zawsze coś:)

Szybki nocleg w szatni i jedziemy.

Sobota pod znakiem trialu. Wszystko ładnie pięknie, piwko wypite, zaraz zaczynamy zawody. Wraz z Aniołem startowaliśmy na 24calowych więc na wiele nie liczyliśmy, ale i tak ubawiliśmy się świetnie. Za to Michał, Dyrda i Citro byli w swoim żywiole. Chwilę przed zawodami poznaliśmy w dość śmiesznych okolicznościach Pawła z łodzi który na swoim koxx-ie 24″ razem z nami zmagał się z mniejszymi przeszkodami. Ciekawostką jest to, że w tegorocznych zawodach nie było sędziów obok przeszkód. Każdy sam odznaczał sobie zaliczone przeszkody. Dziwne, ale prawdziwe:)

odpowiednio skrócona tabela wyników w Trialu:
Place     Name    Country    Tracks
1     Jure Krempl    SLO    39
2     Jan Střelec            CZE    38
3     Adam Gerža    CZE    35
6     Nejc Blatnik    SLO    34
6     Jan Řeháček    CZE    34
6     Mateusz Dyrda    PL    34
8     Štěpán Gering    CZE    33
8     Urh Pantner    SLO    33
11     Przemek Chrobak    PL    30
11     Jakub Gering    CZE    30
…..
20     Vojtěch Roman    CZE    23
24     Michal Wozniak    PL    21
24     Jiří Olšanský    CZE    21
….
33     Tomáš Nguyen    CZE    13
33     Michal Slawinsky    PL    13
34     Petr Chlíbek    CZE    12
….
38     Bartosz Jasionek    PL    10
38     David Adinolf    GER    10
39     Pawel Matys    PL    8
40     Dominik Klvaňa    CZE    5

Dzień drugi to zawody zjazdowe, czyli takie muni tylko bez gór. Był za to niezły pagórek z którego wytyczono kilometrową trasę z której w czasie zjazdu z przyzwoitą prędkością trzeba było pokonywać przeszkody takie jak pieńki, gałęzie czy małe dropy. Na trasie pojawił się też możliwy do objechania, jednak bardzo kuszący drop z ok 1,20m co przy dużej prędkości jazdy zamieniało się w jakieś 1,50m spadania. Wystartowaliśmy w okrojonym składzie, czyli Paweł, Anioł i ja.  W jednej kategorii zmagały się różne monocykle: 20″, 24″ i dwa 26″. Te ostatnie zasługują na trochę więcej uwagi. Krótki opis: koło 26″, opona 2,5″,siodło KH 2008 i trialowa piasta KH do której przyłączono tarczę hamulca tarczowego. Niestety te dziwne maszynki nie sprawdziły się absolutnie i zajęły chyba miejsca daleko za mną. Tabela wyniku przedstawiała się dość ciekawie (Anioł na 3 miejscu) do momenty w którym trzech ostatnich zawodników ze Słowacji swoimi zjazdami zamietli całą trasę i zajęli 3 pierwsze miejsca.

Krótko o wynikach:

Place     Name    Country    Time
1     Damjan Utranker    SLO    2:10.1
2     Jani Dobnik            SLO    2:12.9
3     Urh Pantner      SLO    2:13.9
4     Jakub Rulf            CZE    2:23.0
5     Jure Krempl      SLO    2:27.7
6     Michal Slawinsky    PL    2:29.1
7     Jiří Olšanský    CZE    2:40.5
8     Bartosz Jasionek    PL    2:45.9
9     Jan Křička       CZE    2:47.9
10     Pawel Matys    PL    2:53.6
11     Štěpán Gering    CZE    2:55.4
12     Petr Beneš            CZE    3:03.9
13     Michal Hrbek    CZE    3:16.6
14     Vojta Roman    CZE    3:33.7
15     Jiří Mlejnek       CZE    3:36.0
16     Filip Beneš            CZE    4:01.3
Anioł męczy oponkę

Podsumowując imprezka ciekawa, fajnie przygotowana, warto wybrać się w przyszłym roku.
stronka zawodów www.cmtw.cz

Tagi:

Ciekawe miejscówki

Marzec 25th, 2009 Brak komentarzy

Poniżej dach dworca PKP Powiśle i Friko ze swoim noname ;-)

friko powisle

źródło: http://juzgoznasznapamiec.blogspot.com/

Tagi: